Przejdź do treści

Stanowisko w sprawie wyborów internetowych

16.02.2018

W wyborach samorządowych, krajowych i ponadkrajowych prowadzonych metodami tradycyjnymi zaufanie do procesu wyborczego opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest procedura wyborcza, w całości opisana w powszechnie dostępnych i zrozumiałych kodeksach i regulacjach. Drugim – fakt, że obsługa procesu spoczywa w rękach komisji różnego szczebla. Są to ciała kolektywne, zatem żeby mieć zaufanie do wyników ich procedowania wystarczy, że ich członkowie i członkinie nie są w zmowie.

Wybory prowadzone drogą internetową całkowicie burzą tego rodzaju zaufanie do procesu wyborczego. Nie można mówić o społecznym zaufaniu do oprogramowania obsługującego wybory, ponieważ nawet w przypadku oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym jego weryfikacja nie jest w praktyce możliwa nawet dla specjalistek i specjalistów. Faktem jest, że ten tryb głosowania znacząco ogranicza podmiotowość wyborczyń i wyborców, którzy muszą w ciemno uwierzyć, że działanie systemu jest zgodne z opisem. Większość głosujących nie będzie w stanie ani zrozumieć samego przebiegu procesu wyborczego, ani zweryfikować poprawności wyników – pozostanie to w wyłącznym zasięgu osób poświęcających swoją karierę naukową tym zagadnieniom. Cała władza nad procesem spoczywa więc w rękach wąskiej grupy programistek i administratorów systemu.

Jako argument przeciwko wyborom tradycyjnym wysuwa się ludzkie błędy, najczęściej przy zliczaniu głosów. To oczywiście realny problem, tak jak realne jest wykrycie go po wyborach – choćby poprzez porównywanie wartości ujętych w różnych protokołach. Co więcej, istnieją metody statystyczne pozwalające z dużą dokładnością potwierdzić prawidłowość wyników wyborów przy ręcznej weryfikacji tylko niewielkiego ułamka kart wyborczych. W przypadku wykrycia nieprawidłowości wystarczy po prostu ponownie przeliczyć głosy.

Osobną kwestią są błędy oprogramowania, które również się zdarzają, ale ich wykrycie może być trudniejsze niż w przypadku błędu stricte ludzkiego, ponieważ nie mamy pełnego wglądu w sposób działania programu. W przeciwieństwie do liczącego głosy członka czy członkini komisji, mogących na bieżąco reagować na zauważone nieprawidłowości, maszyna jest też pozbawiona możliwości refleksji. Usunięcie błędu w trakcie wyborów jest zazwyczaj niemożliwe, a samo głosowanie należy powtórzyć wszędzie, gdzie używa się danego oprogramowania – z dużym prawdopodobieństwem ten sam problem pojawia się też poza obwodem, w którym wykryto nieprawidłowość. Nawet jeśli programiści obsługujący aplikację wyborczą nie wprowadzą do niej złośliwego kodu, mogą to zrobić hakerzy. Wybory można też zakłócić w znacznie prostszy sposób — wystarczy zablokować łącze serwera z aplikacją wyborczą. Ryzyko związane ze stabilnością i podatnością aplikacji na ataki jest wysokie i nie można go wyeliminować. Możliwe jest tylko jego zmniejszenie, które jednak wiąże się z poważnymi kosztami testów i zabezpieczeń.

Kolejnym argumentem podnoszonym przez zwolenników wyborów drogą internetową jest rozwiązanie problemu niskiej frekwencji. Doświadczenia krajów Europy Zachodniej i Skandynawii sugerują, że wysoka partycypacja w wyborach wynika z poczucia sprawczości, a nie z łatwości oddania głosu. Przykład Estonii wskazuje z kolei, że wybory internetowe wcale frekwencji nie podnoszą.

Wreszcie, wpływem na wyniki wyborów byłyby zainteresowane partie, ich elektorat, służby specjalne zarówno Polski, jak i innych krajów, czy nawet korporacje, których interesom niektóre opcje mogą zagrażać. Mówimy o siłach, które na ewentualny atak mogą przeznaczyć istotne środki, wiedzę i technologię. To fundamentalny powód, dla którego wybory przez internet nie mogą zostać uznane za bezpieczne i nie mają racji bytu.

Stanowisko przyjęte przez Radę Krajową Razem 16 lutego 2018 r.

Ostatnie stanowiska

Aleksandra Owca przemawia na scenie przed tłumem ludzi. Za nią widać litery “1 maja”.

Bądź na bieżąco

Wysyłamy nasz newsletter około raz w miesiącu.

Bądź na bieżąco z działaniami partii Razem.